Przelotne deszcze

Jadąc do Norwegii mocno zastanawialiśmy się czy będzie tam dobra pogoda. Z racji długości naszego urlopu i wielkości tego kraju (popatrzcie na mapę, ale z południa na północ Norwegii jest ponad 1 500 km!) postanowiliśmy ograniczyć wycieczkę do rejonu Bergen. Jest tam mnóstwo atrakcji turystycznych, więc uznaliśmy, że na pierwszy raz wystarczy.

Norweskie miasteczko

Analiza informacji o typowej pogodzie pokazała, że padać będzie sporo. Większość dni z deszczem, ale zgodnie z informacjami deszcze miały być „przelotne”.

Ok, teraz już wiemy. Rejon Bergen jest jednym z najbardziej deszczowych rejonów Europy. „Przelotność” deszczu polega na tym, że rzeczywiście przeleci. Po 2 dniach ciągłej mżawki. I na 15 minut 🙂

Jeżeli wybieracie się w ten rejon, to nie zapomnijcie o porządnych ubraniach turystycznych. My mieliśmy oczywiście buty trekingowe, kurtki nieprzemakalne itp. To za mało. Potrzebny jest naprawdę solidny sprzęt turystyczny, oddychający i szybkoschnący. I to najlepiej z nadmiarem. Inaczej wycieczka kończy się podziwianiem Norwegii z okna przyczepy campingowej bądź smętnym pobytem w mokrym namiocie.

Na lodowcu. Oczywiście pada

Olga lata na miotle

W czasie pobytu w Londynie zaliczyliśmy wycieczkę do studia filmowego, w którym kręcono film Harry Potter. Fajna wycieczka autokarem, startującym spod muzeum Sherlocka Holmes’a albo dworca St. Pancrass. W autokarze fragment filmu a na miejscu ogromne studio filmowe z dekoracjami z filmu. Dużo zwiedzania, oglądania oraz atrakcje specjalne: Olga miała okazje „polatać” na miotle.

Film jest nakręcony przy użyciu green box-a i miotły 😀

Wawrzyniec strikes back

Ostatniego dnia na Maderze postanowiliśmy spróbować ponownie dotrzeć do końca półwyspu Św. Wawrzyńca. Tego dnia było bardzo ciepło, więc większość ciepłych ubrań została w hotelu. To był błąd, jak okazało się później.

Po dojeździe do parkingu przy półwyspie ruszyliśmy dziarsko naprzód i… wieje. Zimno. Żeńska część wycieczki postanowiła zrezygnować. Sam dotarłem do końca półwyspu. Szybka sesja foto po drodze i powrót do auta.

Wracając zajrzeliśmy jeszcze do Muzeum Wielorybów (Museu da Baleia, www.museudabaleia.org) w Canical. Muzeum jest super. Można dużo się dowiedzieć o wielorybach (fajne) i wielorybnictwie (brr).

Nie, nie jest prawdziwy
Ten za to jest 🙂

Reszta zdjęć z tego dnia

Lewada to nuda

Jedną z atrakcji „must see” na Maderze miał być spacer po lewadach. 

Lewada to długie (kilometry!) korytko, którym woda spływa od źródła (często wodospadu) w kierunku pól uprawnych. Były budowane przez mieszkańców Madery gdzieś w XVI w.

My wybraliśmy się do najbardziej znanych – Levada das 25 Fontes (25 źródeł) i Cascada do Risco. Spacer do obu zaczyna się w dolinie Rabacal, gdzie trzeba zostawić samochów.

Sama konstrukcja lewady – korytko, którym spływa woda – wymusza prowadzenie jej wzdłuż zbocza góry. Na tym zdjęciu widać przebieg lewady poniżej linii drogi asfaltowej.

Spadek lewady jest siłą rzeczy niewielki, co powoduje, że spacer wzdłuż niej jest… nudny. Ścieżka jest miejscami dość szeroka, miejscami wąska. Widok na dolinę przeważnie marny, bo zasłonięty roślinnością. 

Ścieżka wzdłuż lewady
Lewada płynie z wolna

Jak się nietrudno domyślić nas ten spacer rozczarował. Na Maderze można zobaczyć fajniejsze rzeczy.


Reszta zdjęć z tego dnia

Pico do Arieiro – Pico Ruivo

Pico do Arieiro i Pico Ruivo (właściwie to odwrotnie) to dwa najwyższe szczyty Madery. Na pierwszy można dojechać autem. Na szczycie parking, radar lotniczy i piesza ścieżka na punkty widokowe. Jest na co patrzeć, bo wysokość to ok. 1800 m.n.p.m.

Po drodze można zobaczyć fajnych reprezentantów fauny i dzieci 😉

Fauna
A to dzieci… zrobiły 😉

Z Pico do Arieiro można pomaszerować „z buta” na Pico Ruivo. Szlak to jakieś 8 km górskiej ścieżki. My pojechaliśmy dookoła, samochodem. Z parkingu na Pico Ruivo też jest kawałek, ale ten szlak jest zdecydowanie łatwiejszy.

Po drodze widoki słabe – flora nieco przywiędła albo chmury zasłaniają.

Zwiędła flora
Chmury

Zdjęcia z tego dnia

Ogród botaniczny w Funchal

Trzeci dzień pobytu na Maderze, to wizyta w ogrodzie botanicznym w Funchal. Cała wyspa jest górzysta, więc i sam ogród jest dość wysoko, chociaż od plaży niedaleko. Aby się do niego dostać można skorzystać z kolejki linowej (Teleferico).

Widok z wagonika

Niektórzy w wagoniku denerwowali się bardziej

A inni raczej się relaksowali

Sam ogród botaniczny nas nie rozczarował. Jest na co patrzeć.  Oprócz „zieleniny” także wystawy minerałów, sztuki afrykańskiej, chińskiej itd.


Reszta zdjęć z ogrodu botanicznego.

Półwysep św. Wawrzyńca

Drugiego dnia na Maderze próbowaliśmy zwiedzić półwysep św. Wawrzyńca (Sao Lourenco). Jest to najbardziej na wschód wysunięta część wyspy. 

Plan był prosty – dojechać autem do parkingu u nasady półwyspu, a potem pieszo dojść do końca szlaku (szlak pieszy nie prowadzi do najdalej na wschód wysuniętej części Madery – są to odrębne wyspy, na które można dostać się tylko wodą).

Wyszło… średnio. Okazało się, że wiatr od oceanu jest na tyle silny, żeby zniechęcić żeńską część ekipy.

Wieje
Tu ekipa się rozdzieliła 🙂

Dalej poszedłem sam. Niewiele. Starczył, żeby zrobić kilka fajnych zdjęć.

Na półwysep św. Wawrzyńca jeszcze wrócimy. Nie pękamy tak łatwo 🙂

Resztę tego dnia wykorzystaliśmy zwiedzając wyspę. Między innymi odwiedziliśmy klif z tarasem widokowym, zawieszonym 580 metrów nad plażą.


Więcej zdjęć z tego dnia wycieczki.

Kolorowe drzwi

W Funchal na Maderze mają fajny zwyczaj ozdabiania drzwi wejściowych do domów w starej części miasta. Parę przykładów, bo byłe tego dużo więcej.

Rzymskie fontanny

Fontann w Rzymie jest mnóstwo. Sporo przedstawia sceny z mitologii – Neptuna, Jowisza itp. Jest też sporo zwierząt. Widzieliśmy nawet karczocha, na którego punkcie mają tam chyba lekkiego fioła. Trochę przykładów poniżej.

Fontanna Di Trevi
Tu widać jak zimno było ostatniego dnia wycieczki