Słowenia 2019

Dwa tygodnie urlopu, więc był czas coś porobić. W poprzednie wakacje była Norwegia, tym razem jedziemy na południe. Padło na Słowenię. Byliśmy tam kilkukrotnie, ale zawsze tylko przejazdem. A warto tam zostać na dłużej.

Po drodze, gdzieś na czeskiej autostradzie, dopadła nas potężna burza. Wiatr nawiewał na drogę gałęzie, liście i śmieci, łamał też drzewa. Baliśmy się, że grad wybije nam przednią szybę. Omal też nie uderzyliśmy w metalową barierkę, którą zwiało na środek drogi. Szczęśliwie dotarliśmy do Wiednia, ale zrezygnowaliśmy z namiotu i spaliśmy w hotelu. Następnego dnia miał być Prater. Okazuje się, że informacje, że jest czynny od 10:00, to bzdura. Duże atrakcje, jak Czarna Mamba, otwierają się dopiero około południa. Zrezygnowaliśmy i pojechaliśmy dalej, do Słowenii.

Pobyt zaczęliśmy od Bled. Świetny camping, piękna okolica. Oprócz jeziora z zamkiem i kościołem mają tam też świetne ciastka 🙂

A tak jezioro wygląda z jednej z pobliskich gór

Odwiedziliśmy też wąwóz Vintgar – kilka kilometrów spaceru wzdłuż potoku, po kładkach i mostkach.

Drogę z Bled do Lublany wybraliśmy dookoła pasma górskiego Triglav, przez przełęcz Vrsic i dolinę rzeki Socza. Widoki super!

Potem Lublana zwiedzana w nocy i w dzień.

W lublańskim zamku wystawa prac człowieka z niezłą wyobraźnią 🙂

Opuszczamy Lublanę i jedziemy w stronę słoweńskich jaskiń. W Kriżnej niespodzianka. Pływanie pontonem po podziemnym jeziorze, praktycznie w ciemności… jest moc!

Jaskinie Szkocjańskie też robią wrażenie, szczególnie swym ogromem. Czuliśmy się w nich jak w Morii z Władcy Pierścieni.

Końcówka pobytu w Słowenii to jezioro Bohinj.

A na deser wiedeński Prater. Przystanek po drodze do kraju. Mega huśtawki i mega lody 🙂


Zdjęcia z wyjazdu:


Wspominki